Malcy - Anton Czechow

Każdy nowy wykonany drobiazg dziewczynki witały okrzykami zachwytu, nawet przerażenia, jak gdyby ta rzecz spadła z nieba; ojczulek również się zachwycał i od czasu do czasu ciskał nożyce o podłogę, gniewając się, że są tępe. Mamusia wpadała do dziecinnego pokoju, zakłopotana, i zapytywała: — Kto wziął moje nożyczki? To znów ty je wziąłeś, Iwanie Mikołajewiczu. — Boże drogi, nawet nożyczek nie dadzą! — odpowiadał płaczliwym głosem Iwan Mikołajewicz — i odchyliwszy się na oparcie krzesła, przybierał pozę człowieka skrzywdzonego, ale po chwili zachwycał się znowu.


Podczas swych poprzednich przyjazdów Włodek również brał udział w przygotowaniach do choinki lub też wybiegał na dwór popatrzeć, jak furman z pastuchem usypują śnieżną górę, lecz teraz ani on, ani Czeczewicyn nie zwracali żadnej uwagi na różnokolorowy papier i nie
tłumacz on line byli ani razu w stajni, lecz usiedli przy oknie i zaczęli ze sobą coś szeptać, potem otworzyli atlas i oglądali jakąś mapę. — Z początku do Permu. — mówił cicho Czeczewicyn — stamtąd do Tiumeni. potem Tomsk.
potem. potem. do Kamczatki. Stamtąd Samojedzi przewiozą nas łódkami przez cieśninę Behringa. Oto i Ameryka. Tutaj jest dużo zwierzyny. — A Kalifornia? — spytał Włodek. — Kalifornia jest niżej. Trzeba się tylko do Ameryki dostać, to Kalifornia już blisko. Pożywienie zdobywać sobie można polowaniami i grabieżą. Czeczewicyn stronił cały dzień od dziewczynek i spoglądał na nie spode łba. Po podwieczorku przypadkowo pozostał sam z niemi przez parę minut. Nie wypadało milczeć.
Malcy - Anton Czechow tłumacz on line fragment 60

2009-08-06 21:42:53