PAN TADEUSZ, KSIĘGA PIĄTA

Gdym przybył do Palermo, wiedziano z gazety, Palcami wskazywały mię wszystkie kobiety. Nawet wydrukowano o całym zdarzeniu Romans, gdzie wymieniony jestem po imieniu. Romans ma tytuł: Hrabia, czyli tajemnice Zamku Birbante-rokka. Czy są tu ciemnice W tym zamku?" - "Są, rzekł Klucznik, ogromne piwnice, Ale puste! bo wino wypili Soplice". "Dżokejów, dodał Hrabia, uzbroić we dworze, Z włości wezwać wasalów!" - "Lokajów? broń Boże! Przerwał Gerwazy. Czy to zajazd jest hultajstwem? Kto widział zajazd robić z chłopstwem i z lokajstwem? Mój Panie, na zajazdach nie znacie się wcale; Wąsalów - co innego, zdadzą się wąsale.
Nie we włości ich szukać, ale po zaściankach,
W Dobrzynie, w Rzezikowie, w Ciętyczach, w Rąbankach;
Szlachta odwieczna, w której krew rycerska płynie,
Wszyscy przychylni panów Horeszków
tłumaczenie rodzinie,
Wszyscy nieprzyjaciele zabici Sopliców!
Stamtąd zbiorę ze trzystu wąsatych szlachciców;
To rzecz moja.
Pan niechaj do pałacu wraca I wyśpi się, bo jutro będzie wielka praca; Pan spać lubi, już późno, drugi kur już pieje; Ja tu będę pilnować zamku, aż rozdnieje, A ze słoneczkiem stanę w Dobrzyńskim zaścianku".

Na te słowa pan Hrabia ustąpił z krużganku;
Ale nim odszedł, spojrzał przez otwór strzelnicy
I widząc świateł mnóstwo w domostwie Soplicy:
"Iluminujcie! krzyknął, jutro o tej porze
Będzie jasno w tym zamku, ciemno w waszym dworze".

Gerwazy siadł na ziemi, oparł się o ścianę
I pochylił ku piersiom czoło zadumane;
Światłość miesięczna padła na wierzch głowy łysy,
Gerwazy po nim kryślił palcem różne rysy;
Widać, że przyszłych wypraw snuł plany wojenne. Ciężą mu coraz bardziej powieki brzemienne, Bezwładną kiwnął szyją, czuł, że go sen bierze, Zaczął wedle zwyczaju wieczorne pacierze.
Lecz między Ojczenaszem i Zdrowaś Maryją
Dziwne stanęły mary, tłoczą się i wiją:
Klucznik widzi Horeszki, swoje dawne pany,
Ci niosą karabele, drudzy buzdygany,
Każdy groźnie spoziera i pokręca wąsa,
Składa się karabelą, buzdyganem wstrząsa -
Za nimi jeden cichy, posępny cień mignął,
Z krwawą na piersi plamą. Gerwazy się wzdrygnął, Poznał Stolnika; zaczął wkoło siebie żegnać I ażeby tym pewniej straszne sny rozegnać, Odmawiał litaniją o czyscowych duszach.
Znowu wzrok mu skleił się, zadzwoniło w uszach -
Widzi tłum szlachty konnej, błyszczą karabele:
Zajazd! zajazd Korelicz, i Rymsza na czele!
I ogląda sam siebie: jak na koniu siwym,
Z podniesionym nad głowę rapierem straszliwym
Leci; rozpięta na wiatr szumi taratatka,
Z lewego ucha spadła w tył konfederatka;
Leci, jezdnych i pieszych po drodze obala
I na koniec Soplicę w stodole podpala -
Wtem ciężka marzeniami na pierś spadła głowa,
I tak usnął ostatni Klucznik Horeszkowa. KONIEC CZĘŚCI V.

2008-11-11 16:00:08