W pustyni i w puszczy, rozdział 27, str. 2 |
187
A Nel pobiegła natychmiast do namiotu i wróciwszy z podołkiem
pełnym dzikich fig poczęła mu rzucać po kilka na raz, on zaś
wyszukiwał je w trawie starannie i wkładał jedną za drugą do
paszczy. Te, które wpadły w głębsze szczeliny, wydmuchiwał przy
tym z taką siłą, reklama sms że razem z figami wylatywały w górę kamienie wielkości pięści ludzkiej. Dzieci przyjmowały oklaskami i śmiechem te popisy. Nel wracała kilkakrotnie po nowe zapasy nie przestając twierdzić za każdą figą, że on jest już zupełnie oswojony i że mogłaby choćby w tej chwili zejść do niego. – Widzisz; Stasiu – oto będziemy mieli obrońcę!. Bo on się nie boi nikogo w pustyni: ani lwa, ani węża, ani krokodyla. I jest bardzo dobry, i kocha nas z pewnością. – Jeśli się oswoi – rzekł Staś – i jeśli będę mógł zostawiać cię pod jego opieką, to rzeczywiście z całym spokojem będę chodził na polowanie. bo lepszego obrońcy nie mógłbym ci w całej Afryce znaleźć. Po chwili zaś dodał: – Tutejsze słonie są dziksze, ale czytałem, że na przykład azjatyckie mają dziwną słabość do dzieci. Nigdy nie było w Indiach wypadku, żeby słoń dziecko ukrzywdził, i jeśli wpadnie we wściekłość, co się czasem zdarza, to kornacy miejscowi wysyłają dla uspokojenia go dzieci. – A widzisz, a widzisz! – W każdym razie dobrześ postąpiła, żeś nie dała mi go zabić. Na to źrenice Nel zapłonęły z radości jak dwa zielonawe ogniki. Wspiąwszy się na paluszki położyła Stasiowi na ramionach obie ręce i przechyliwszy w tył główkę, pytała patrząc mu w oczy: – Postąpiłam, jakbym miała ile lat? powiedz! jakbym miała ile? A on odrzekł: – Najmniej siedemdziesiąt. – Ty sobie zawsze żartujesz. – Gniewaj się, gniewaj! a kto uwolni słonia? Usłyszawszy to Nel poczęła się zaraz łasić jak mała kotka. – Ty – i będę cię za to bardzo kochała, i on także. – Ja myślę o tym – rzekł Staś – ale to będzie trudna robota i nie zrobię jej zaraz, tylko dopiero wówczas, gdy będziemy mieli wyruszyć w dalszą drogę. – Dlaczego? – Dlatego, że gdybym go uwolnił, nim się zupełnie oswoi i do nas przywiąże, to by sobie zaraz poszedł. – O, on ode mnie nie odejdzie. W pustyni i w puszczy, rozdział 27, str. 2 fragment 20 |
| 2008-10-20 23:09:24 |
Inne artykuły :
- W pustyni i w puszczy, rozdział 27, str. 2
- W pustyni i w puszczy, rozdział 39, str. 6
- Kupić futures, sprzedać CFD
- Obsługa techniczna skrzyni biegów
- Obsługa techniczna układu hamulcowego
- Prus Lalka, Tom 2 rozdział 11
- PAN TADEUSZ, KSIĘGA DRUGA
- Moliére, Skąpiec
- Kredyty hipoteczne, jak uniknąć pułapek
- Bank DnB NORD
- Czas dla łowców okazji
- Kupować, czy czekać
- Nie udało się - Anton Czechow