W pustyni i w puszczy, rozdział 6

– Pyszna pogoda, ale chłodno – ozwał się pan Rawlison. – Czy aby Nel wzięła ze sobą ciepłe ubranie? – Staś będzie o tym pamiętał i Dinah także. – Żałuję jednakże, że zamiast sprowadzać ich tu, nie pojechaliśmy sami do Medinet. – Przypomnij sobie, że tak właśnie radziłem. – Wiem – i gdyby nie to, że mamy stąd jechać dalej na południe, byłbym się na to zgodził. Wyliczyłem wszelako, że droga zajęłaby nam dużo czasu i że bylibyśmy krócej z dziećmi.
tłumacz on line Przyznam ci się zresztą, że to Chamis poddał mi myśl, żeby je tu sprowadzić.
Oświadczył mi, że ogromnie do nich tęskni i że byłby szczęśliwy, gdybym go po oboje posłał. Nie dziwię się, że się do nich przywiązał. Dalszą rozmowę przerwały sygnały oznajmiające zbliżanie się pociągu. Po chwili w ciemności ukazały się ogniste oczy lokomotywy, a jednocześnie dał się słyszeć zdyszany jej oddech i gwizdanie. Szereg oświeconych wagonów przesunął się wzdłuż peronu, zadrgał i stanął. – Nie widziałem ich w żadnym oknie – rzekł pan Rawlison. – Siedzą może głębiej i zapewne zaraz wyjdą. Podróżni zaczęli wysiadać, ale przeważnie Arabowie, gdyż El- Fachen prócz pięknych gajów palmowych i akacjowych nie ma nic ciekawego do widzenia. Dzieci nie przyjechały. – Chamis albo nie złapał pociągu w EI-Wasta – ozwał się z odcieniem złego humoru pan Tarkowski – albo też po nocnej podróży zaspał i przyjadą dopiero jutro. 39 – Może być – odpowiedział z niepokojem pan Rawlison – ale i to być może, że któreś zachorowało. – Staś by w takim razie zatelegrafował. – Kto wie, czy depeszy nie zastaniemy w hotelu.
W pustyni i w puszczy, rozdział 6 tłumacz on line fragment 40

2008-10-14 18:04:23