W pustyni i w puszczy, rozdział 6

– Pójdźmy. Ale w hotelu nie czekała ich żadna wiadomość. Pan Rawlison był coraz niespokojniejszy. – Wiesz, co się jeszcze mogło zdarzyć? – rzekł pan Tarkowski. – Oto, jeśli Chamis zaspał, to
tłumacz on line nie przyznał się do tego dzieciom, przyszedł do nich dopiero dziś i powiedział im, że mają jutro jechać. Przed nami będzie się wykręcał tym, że nie zrozumiał naszych rozkazów. Na wszelki wypadek zatelegrafuję do Stasia.
– A ja do mudira Fajumu. Po chwili dwie depesze zostały wysłane. Nie było jeszcze wprawdzie powodów do niepokoju, jednakże w oczekiwaniu na odpowiedź inżynierowie źle spędzili noc i wczesny poranek zastał ich na nogach. Odpowiedź od mudira przyszła dopiero koło dziesiątej i brzmiała jak następuje: „Sprawdzono na stacji. Dzieci wyjechały wczoraj do Gharak-el- Sultani.” Łatwo zrozumieć, jakie zdumienie i gniew ogarnęły ojców na tę niespodzianą wiadomość. Przez czas jakiś spoglądali na siebie, jakby nie rozumiejąc słów depeszy, po czym pan Tarkowski, który był człowiekiem porywczym, uderzył dłonią w stół i rzekł: – To pomysł Stasia, ale ja go oduczę takich pomysłów. – Nie spodziewałem się tego po nim – odpowiedział ojciec Nel. Lecz po chwili zapytał: – No, a cóż Chamis? – Albo ich nie zastał i nie wie, co począć, albo pojechał za nimi. – Tak i ja myślę. I w godzinę później wyruszyli do Medinet. W namiotach dowiedzieli się, że nie ma wielbłądników, a na stacji potwierdzono, że Chamis wyjechał z dziećmi do EI-Gharak. Sprawa przedstawiała się coraz ciemniej i rozjaśnić ją można było tylko w El-Gharak.
W pustyni i w puszczy, rozdział 6 tłumacz on line fragment 60

2008-10-14 18:04:23